UWAŻNOŚĆ W TŁUMACZENIU
W ostatnim czasie termin „uważność” robi ogromną karierę. Mówią o niej psychologowie, terapeuci, literaci, influencerzy, jogini, filozofowie, coachowie… No, naprawdę wszyscy. Wiąże się to niewątpliwie z nieustającym wzrostem tempa życia w naszych czasach. Przekaz jest jeden – zwolnij i pomyśl o tym co robisz w tej chwili!
Ja chciałabym odnieść ten termin do tłumaczenia. Przecież także nas, tłumaczy, rzeczywistość zmusza do wciąż i wciąż szybszego tempa działania. Bardzo napięte terminy, wyśrubowane oczekiwania, ogromna konkurencja powodują, że na zastanowienie się nad tłumaczonym tekstem nie pozostaje już zbyt wiele czasu. A jest to absolutnie niezbędny element procesu przekładu. Tłumaczenie to nie tylko słowa, nie tylko frazy i całe zdania układające się automatycznie pod palcami na klawiaturze. Tłumaczenie to proces, w którym należy odczytać i oddać jak najwierniej intencję autora tekstu.
Dlatego tak istotna jest tutaj uważność właśnie, czyli zatrzymanie się na chwilę i zadanie sobie pytania: czy na pewno tak myślał autor? Czy na pewno w tym zdaniu jest dla odbiorcy jasne o co chodzi? Czy czytelnik natychmiast będzie wiedział jaki jest przekaz i odniesie go do otaczających go realiów we właściwy sposób? Chociaż tak wynikałoby z użytych słów, konstrukcji gramatycznych, stylu. Tak już było w tysiącach podobnych tekstów, które przetłumaczyliśmy. Ale nagle okazuje się, że przecinek stoi nie w tym miejscu co zawsze. I ten jeden przecinek może spowodować całkiem inny sens zdania, które już, już prawie zapisaliśmy w całości tak jak zwykle i popędziliśmy dalej.
Nie ma dobrego tłumaczenia bez uważności. Bez pochylenia głowy nad myślą zawartą w tekście. Bez skupienia na poszczególnych zdaniach, które przecież tworzą jeden tekst. Nie ma miejsca w dobrym tłumaczeniu na: „tu trochę nie pasuje, ale tak jest przecież napisane”. Nie, widocznie nie jest tak napisane. Wszystko musi pasować i składać w całość jak idealne puzzle.
Inga Raczko-Runkiewicz, tłumaczka przysięgła i właścicielka biura In-Translate